Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Bolesławiec
„Na wspólnika tkacza”

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Leżąca na zachodnim obrzeżu Gór Izerskich łańcuchówka Jasna Góra to najwyżej zlokalizowana miejscowość gminy Bogatynia, jej zabudowania rozciągają się na długości niemal dwóch kilometrów. W odległych wiekach obszar ten obejmowały granice jednego z polskich księstewek dzielnicowych – Księstwa Jaworskiego.
„Na  wspólnika  tkacza”

„Na  wspólnika  tkacza”
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.„Na  wspólnika  tkacza”
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.„Na  wspólnika  tkacza”
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

Najstarsze wzmianki źródłowe o wsi pochodzą z roku 1383. Obecną jej nazwę ustalono po 1945 roku, odwołując się wprost do tłumaczenie niemieckiego miana Lichtenberg.

Przy południowym skraju wsi przebiegała niegdyś ważna linia podziału terytorialnego, gdy bowiem Górne Łużyce w roku 1635 trafiły pod władztwo elektorów saskich, stała się ona granicą państwową, czesko-górnołużycką - oddzielała włączone do posiadłości Habsburgów Czechy od Elektoratu Saksonii.

Poza oficjalnie wytyczonymi drogami wydeptywano na tym obszarze także tajemne, przemytnicze szlaki. W 1918 roku po południowej stronie pojawiła się niepodległa Czechosłowacja. Jej relacje z państwem niemieckim bywały zazwyczaj dalekie od sympatii, co jednak niezbyt szkodziło szmuglerskim kurierom. Dopiero gdy 29 września 1938 roku podpisano haniebny układ monachijski, sankcjonujący rozbiór Czechosłowacji, naziści zagarniając wyimaginowany "Kraj Sudecki" zlikwidowali istniejącą od ponad trzystu lat granicę.

W dziewiętnastym wieku cysterki z klasztoru Sankt Marienthal, funkcjonującego w pobliżu miasta Ostritz nad Nysą Łużycką, wydały zgodę na wzniesienie kościoła katolickiego w pobliskiej Bogatyni. We wsi wybudowano szkołę, a bliskość uzdrowiska Opolno bardzo szybko zaowocowała uruchomieniem w Jasnej Górze pięciu zajazdów. Szczególnie atrakcyjna była gospoda na pobliskim wzniesieniu Gickelsberg – co w prostym tłumaczeniu oznaczało "Kogucią Górę". .

Jej polską nazwę „Guślarz” ustalono w roku 1949. Przytoczone wcześniej niemieckie miano Gickelsberg utrwaliło się ostatecznie dopiero na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Wcześniej używano między innymi nazw Giekelsberg, Gückelsberg, Gückels Berg tudzież innych. Nie wyjaśnia to intencji twórców polskiej nazwy, bowiem kogut – zarówno pospolity partner kury domowej jak i dostojny samiec choćby głuszca czy cietrzewia – niewiele ma wspólnego z guślarzem.

Gusła w dawnym ludowym pojęciu oznaczały specyficzne słowiańskie obrzędy, związane z magią, zaś mianem guślarza określano człowieka zajmującego się nimi i wróżbiarstwem, swoistego czarnoksiężnika, osobę posiadającą wielki wpływ na dawną rzeczywistość poprzez rzekome kontakty z zaświatami i duchami.

Ponoć polska nazwa miała niejako przypominać o domniemanym odprawianiu pogańskich obrzędów religijnych na szczycie wzniesienia. W istocie nie ma tam jednak żadnych widocznych śladów jakiegoś kultu.

W latach trzydziestych dwudziestego wieku we wsi zamieszkiwali zarówno rolnicy, jak i robotnicy pracujący w zakładach przemysłowych Bogatyni. Funkcjonowały tu też słynne na całe Górne Łużyce chałupnicze warsztaty tkackie.

Według przekazów jeden z ostatnich przedstawicieli tego rzemiosła musiał porzucić swoje domowe krosna i jako bankrut szukać zatrudnienia w dużej, zmechanizowanej tkalni. Za sprawą swojej łatwowiernej małżonki stał się bowiem ofiarą niezbyt zresztą wyrafinowanego oszustwa. Wszak także kiedyś nie brakowało bezczelnych cwaniaków, wykorzystujących naiwność bliźnich i okradających uczciwych ludzi z dorobku ich życia.

Któregoś dnia nieszczęsny rzemieślnik wyruszył ze swoimi wyrobami do klientów, oczekujących na dostarczenie atrakcyjnego towaru. Pod nieobecność gospodarza jego niezbyt rozgarniętą żonę odwiedził pewien jegomość, twierdzący, iż jest wspólnikiem męża. Ten jakoby upoważnił owego rzekomego znajomego do odebrania od głupiutkiej połowicy tkacza reszty pozostawionego w domu towaru.

W kobiecie przekazane polecenie małżonka nie wzbudziło podejrzeń, mimo iż najprawdopodobniej widziała owego przebiegłego posłańca pierwszy raz. Wydała mu resztę wyrobów, zmagazynowanych w domu.

Rzemieślnik po powrocie zastał szlochającą, świadomą po niewczasie własnej głupoty żonę - i zastawiony już tylko pustymi półkami warsztat…

Ciekawe – czy ówcześni stróże prawa zakwalifikowali to zdarzenie jako oszustwo popełnione „na wspólnika tkacza”?


Zdzisław Abramowicz



otomilicz.pl © 2007 - 2021 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl